|
Cotygodoniowa zbióra ministrantów w czwartki po adoracji ok. godz 21.
Słowo o ministrantach
Pierwszą pisaną wzmiankę w dokumentach Kościoła dotyczącą ministrantów znajdujemy w encyklice Mediator Dei papieża Piusa XII, wydanej w 1947 roku:
Zapewne nie mało przyczyni się do osiągnięcia tego celu, jeżeli wybierze się porządnych i dobrze wychowanych chłopców z wszelkich warstw społecznych, którzy z własnej woli będą służyli do mszy św. prawidłowo, pięknie i gorliwie.
Tradycja jednak sięga znacznie dalej. Pierwszymi ministrantami byli Piotr i Jan, którym Jezus zlecił przygotowanie ostatniej wieczerzy (por Łk 22,7n). U początków chrześcijaństwa przy ołtarzu znajdowali się diakoni, którzy usługiwali biskupowi przy sprawowaniu Eucharystii. Dynamiczny rozwój Kościoła w pierwszych wiekach spowodował jednak, że ich liczba okazała się niewystarczająca. Prowadzi to do ustanowienia niższych urzędów kościelnych. Kapłani coraz częściej odprawiają mszę świętą w zastępstwie biskupa. Równocześnie diakonów zastępują klerycy niższych święceń, a wkrótce także młodzi chłopcy.
Służbę liturgiczną postrzegano zawsze jako wyróżnienie. Bliskość ołtarza dawała okazję do głębszego przyjrzenia się sprawowanej na nim ofierze. Do tego dochodzi ubiór: Ile razy spojrzę na ministranta - nie ważne, czy akurat jest nieogolony albo piegowaty - rzuca mi się w oczy swoisty majestat. Możesz postrzegać to inaczej, ale mi przychodzi na myśl obraz Aniołów w białych szatach i przyszłej chwały, jaka ma się w nas - członkach Chrystusowego Ciała - objawić (por. Mt 17,2).
Bez względu na różnice w skojarzeniach, właściwe podejście do służby liturgicznej, czerpiące z tradycji Kościoła, daje szansę rozwinięcia w człowieku odpowiedniej postawy, powiem: skupienia się na obrzędach wykonywanych przez celebransa. Skutek kilkuletniej służby ministranta niech będzie taki, że kiedy stanie wreszcie w ławce ze swoją upragnioną (wymodloną ;-) ) żoną u boku, nie będzie mu krążyć po głowie "Patrzcie, jaka mam piękną!", a zatopi się w Tajemnicy, jaką stanowi Eucharystia.
Bywa, że ktoś przychodzi i mówi: "Byłem kiedyś ministrantem." Ja na to: "I jesteś nim do końca życia." Jeśli chcesz spróbować, albo przypomnieć sobie jak to było, kiedy ksiądz krzyczał, że kadzidło za mocno kopci, przychodzisz, ubierasz... Procedamus in pacem
|